Jak oni mieszkali?

„Co właściwie sprawia, że nasze mieszkania są tak odmienne, tak pociągające?” to nie tylko tytuł najsłynniejszej pracy brytyjskiego artysty popartowego Richarda Hamiltona. To także pytanie, która sama sobie często zadaję. Co właściwie sprawia, że pokazywane w kolorowych magazynach wnętrza są tak pociągające, że sama chciałabym w nich zamieszkać? Albo co decyduje o gustowności lub kiczowatości danej przestrzeni?

Istnieje tylko jedna słuszna odpowiedź. Kluczem do sukcesu jest kontrolowany eklektyzm. Dokładnie taki sam jak ten przedstawiony na obrazach-kolażach Hamiltona z lat 50. i 60. Zmienił się jedynie kontekst. Hamiltonowi eklektyzm służył do krytykowania rodzącego się wówczas konsumeryzmu. Specjalnie podkręcał atmosferę chaosu i nieuporządkowania zestawiając ją z nowoczesnym wzornictwem pożądanych przez społeczeństwo modeli elektroniki. Chciał przez to wyrazić, że niezależnie od tego, jak bardzo chce się być modnym to każde wnętrze zawsze pozostaje tylko zbiorem anachronizmów.

Trzeba przyznać, że jak na artystę Hamilton miał całkiem trzeźwe spojrzenie na rzeczywistość. I pewnie nigdy nie przyszło mu do głowy, że to, co dla niego było oczywistością stanie się kiedyś obowiązującą nurtem we wnętrzarstwie. Przez ostatnie sto lat nic lepszego nie wymyślono. Powód jest bardzo prosty. Mieszkania urządzane w jednym stylu są po prostu nudne i sprawiają wrażenie reklamy producenta mebli.

Dziś mamy to szczęście, że możemy czerpać ze wszystkich poprzednich styli i wzajemnie je miksować. Ani Arts&Crafts Morrisona, ani żadna z odmian secesji, ani nawet Bauhaus czy modernistyczny funkcjonalizm nie wytrzymały próby czasu. Były zbyt totalne w swoich założeniach estetycznych i stała za nimi zbyt duża społeczna utopia, aby mogły się przyjąć na stałe.

Dziś na te utylitarne plany można patrzeć już tylko z przymrużeniem oka. Mieszkania i domy, które od początku budowane były kompleksowo nie bez przyczyny pełnią dziś role muzeów. Estetycznie wciąż robią wrażenie, ale raczej jako relikty, a nie przestrzenie, w których faktycznie przyjemnie byłoby zamieszkać.

Mimo tak wielu przykładów na to, że meblowy totalitaryzm jest po prostu zwykłą porażką, wciąż pokutuje przekonanie, że w mieszkaniu wszystko powinno do siebie pasować. I to jest prawda a nawet gówno prawda. Zależy jak zdefiniujemy „pasowanie”. Najlepszym przykładem dla zrozumienia roli eklektyzmu jest wbrew pozorom Ikea, a konkretniej aranżacje, które znajdują się w ich katalogach.

I owszem, Ikea ma serie, komplety i kolekcje, ale wystrzega się pokazywania ich wspólnie na jednym zdjęciu. Dzięki temu uzyskuje realistyczny efekt „prawdziwego domu”, który zgodnie z prawidłami skandynawskiego wnętrzarstwa jest i przytulny i funkcjonalny. A fakt, że każdy z pokazanych w aranżacji mebli można kupić w jednym i tym samym sklepie jest tylko dowodem na genialność właścicieli tej firmy.

Jeśli natomiast mimo wszystko, Ikea która padła ofiarą własnego pomysłu na biznes i stała się symbolem tandety was nie przekonuje do eklektyzmu to może przekona was dom Eamsów – najsłynniejszej pary dizajnerów XX wieku. Z zewnątrz wygląda jak modernistyczne pudełko…

…Podczas gdy w środku jest całkiem przytulnie.

Czego tu nie ma. Kanapy, skóry, dywany, kapy, obrazy. Wyszła im z tego lekka graciarnia. Raczej nie chciałabym mieszkać w miejscu tak zawalonym bibelotami, ale obiektywnie doceniam ich wyobraźnię. Koncepcja, którą stworzyli jest spójna i przyjemna dla oka, a przede wszystkim w swojej eklektyczności pozostaje bardzo stylowa.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s