Projektanci narcyzmu. Wystawa Open Space na Wroclove Design 2014

W zeszłą niedzielę zakończyła się druga edycja międzynarodowego festiwalu Wroclove Design. Jest to impreza wpisująca się w ideę Wrocławia jako miasta spotkań oraz stolicy kultury roku 2016.

Stolica Dolnego Śląska jest znana przede wszystkim z jednej imprezy, tj. Nowych Horyzonów, które od lat systematycznie wychowują całe zastępy kinomaniaków zwiększając ogólnopolski popyt na kino ambitne, artystyczne czy eksperymentalne. Oczywiście stoi za tym cała infrastruktura w postaci kin studyjnych oraz Nowych Horyzontów on tour, które dystrybuują filmy z festiwalu (i im podobne) przez cały rok. W ten oto sposób chodzenie do kina na produkcje niemainstreamowe stało się w pewnych kręgach po prostu modne.

Z punktu widzenia osoby, która zajmuje się sztuką i designem, chciałoby się żeby taki sukces udało się powtórzyć także w tych właśnie dwóch dziedzinach. Zwłaszcza, że design to dobrze sprzedający się (bo atrakcyjny wizualnie) temat w kolorowych, poczytnych magazynach. Teoretycznie więc, podobnie jak moda powinien być równie popularny.

Organizowanie targów związanych z designem (szczególnie w Polsce) to również dodatkowa odpowiedzialność. Takie wydarzenie jest nieraz jedyną okazją żeby samodzielnie przekonać się czy to, co świetnie wygląda w internecie na zdjeciach, faktycznie spełnia obiecywane przez producenta (i oczekiwane przez nas) funkcje. Impreza to miejsce buforowe, strefa przejściowa między cyfrową wizją, a brutalnym analogiem. Bardzo liczy się w tym wypadku również kontekst. Nawet przeciętny projekt można efektownie zaprezentować jeśli znajdzie się dla niego odpowiednie otoczenie. Chodzi nie tylko o kwestie estetyczne, ale o poczucie, że w nadmiarze bodźców i przedmiotów można się jakoś odnaleźć. Dopóki nasze mózgi nie zostaną na stałe podpięte do wirtualnej rzeczywistości a świat nie stanie się matriksem, walor zmysłowy będzie wciąż decydującym przy podejmowaniu jakichkolwiek zakupów.

Piszę to wszystko ponieważ mam silne przeczucie, że większość z projektów na festiwalu Wroclove podobałaby mi się trzy razy bardziej i zapamiętałabym je lepiej gdybym nie czuła się tam jak słoń w magazynie kryształków Swarowskiego. Dlaczego słoń i dlaczego kryształków? Świecidełka Swarowskiego są w zasadzie jednakowo nijakie i kiczowate. Dopiero dzięki jubilerskiej oprawie nabierają walorów biżuteryjnych (kicz wprawdzie nie znika, ale to już szczegół i kwestia gustu). Podobnie działo się we Wrocławiu: produkty były tak ułożone, że albo wydawały się nużąco homogeniczne albo kompletnie nie na miejscu. Festiwal został podzielony aż na sześć sekcji: design+rzemiosło, design+przestrzeń, design bez barier, kids design, design-open space (sekcja konkursowa) oraz design dla biznesu. W praktyce oznaczało to, że stoisko promujące technolgię druku 3D znajdowało się obok marki Tołpa (niezorientowanym podpowiadam, że to firma kosmetyczna), a tandetne hipsterskie rowery stały w siąsiedztwie nietuzinkowych gumowych wazonów (wiem, że „nietuzinkowy” i „gumowy” na pierwszy rzut oka nie idą w parze, ale przekonajcie się sami klikając tutaj). Jestem przekonana, że ten chaos nie był kwestią przestrzeni. Festiwal odbywał się w budynku dworca głównego, podzielonego na niewielkie sale, które mimo wszystko posiadały duże okna i ciekawe możliwości aranżacyjne.

DSC00246 DSC00289 DSC00286 DSC00240

Doceniam ambicje organizatorów. Mapowanie i rozszerzanie myślenia o wzornictwie jako nie tylko produkcji ładnych przedmiotów jest naprawdę ważne, ale nie może się odbywać kosztem spójności ekspozycji. Lepiej powiedzieć mniej ale dobitniej niż posługiwać się rwanymi zdaniami potrójnie podrzędnie złożonymi. Może lepiej wypadłoby pogrupowanie ekspozycji wedle bardziej przejrzystych kategorii? Poza tym usadzenie osób z jednakowych dziedzin projektowania razem mogłoby się dodatkowo przyczynić do ich zintegrowania i być może wytworzyć zdrową konkurencję w walce o odwiedzających.

A skoro już o nich mowa to wypada wspomnieć, że było ich naprawdę niewielu. Faktem jest jednak to, że festiwal odwiedziłam pierwszego dnia, w czwartek, w godzinach wcześnie popołudniowych. Prawdopodobnie większość zwiedzających pojawiła się na Nocy Muzeów w sobotę. Reklama Wroclove Design była spora. O imprezie wspominały wszystkie magazyny branżowe a nawet Twój Styl. W centrum miasta widziałam duże bannery i plakaty, również foldery z programem w galeriach sztuki a na dworcu głównym, gdzie cała impreza się odbywała, było duże stoisko-informatorium. Jedyną rzeczą, która naprawdę mi się nie podobała były jednorazowe bilety po 15 złotych. Nie można było na przykład pójść na obiad i wrócić tego samego dnia bo bilet tracił ważność. Dodam, że na miejscu nie można było nic zjeść…

DSC00238

Może właśnie dlatego, to znaczy z głodu, festiwalowi wystawcy byli tacy niemrawi, albo nie było ich wcale. W sumie im sie nie dziwię. Jakby mnie tak kazali siedzieć o suchym pysku cały dzien to też bym się zbuntowała. Jak już napisałam wcześniej, takie targi to miejsce spotkania. Nie tylko z przedmiotem, ale również z jego twórcą, czy nawet – jak miało to miejsce w kilku przypadkach na Wroclove Design – z przedstawicielem handlowym danej marki. Zarówno jeden jak i drugi powinien być osobą komunikatywną oraz chętną do rozmowy, a już na pewno powinien być na miejscu żeby przynajmniej sprawiać wrażenie chętnego do odpowiadania na moje pytania. Jeśli ludzie pilnujący stoisk unikają ze zwiedzającym kontaktu wzrokowego albo nie odpowiadają na „dzień dobry” to może jednak powinni skupić się na sprzedaży internetowej i promowaniu swojej marki w sieci.

Wszystko to razem powoduje, że Wroclove Design jest (na razie) imprezą bez wyraźnej tożsamości. Trudno rozstrzygnąć czy miał to być festiwal komercyjny (nastawiony na sprzedaż) czy edukacyjny (jak sugerowała by rozbudowana sekcja warsztatowo-prelekcyjna). Winę ponosi za to również przemieszanie z poplątaniem w obrębie poszczególnych sekcji. Projekty ewidentnie przeznaczone na sprzedaż (np meble i ceramika), były pokazywane wraz z takimi, które służyły tylko do oglądania (np. wspomniane gumowe wazony, czy prototyp podświetlanej misy przypominającej o zabraniu kluczy i portfela z domu). Wielka to szkoda, zwłaszcza, że wizerunek medialny jaki kreaują twórcy jest bardzo atrakcyjny i wzbudzający zaufanie. Wroclove reklamuje się (podobnie jak i miasto Wrocław), jako miejsce pełne pozytywnej energii, tworzone z pasją i profesjonalizmem. Tym bardziej żałuję, że nie udało mi się porozmawiać z organizatorami i dowiedzieć się na przykład jakie mają pomysły na długofalowy rozwój festiwalu.

Przejdźmy do wystaw. Nie będę omawiać poszczególnych sekcji, bo najlepsze projekty w porywającej liczbie 4 (słownie: czterech) opisałam wcześniej tutaj. Dlatego teraz skupię się jedynie na omówieniu wystawy konkursowej Open Space kierowanej do profesjonalistów, studentów oraz debiutantów. Hasłem przewodnim był narcyzm. Projektanci mieli za zadanie odnieść się do niego krytycznie lub autorsko rozwinąć. Większość osób podążyła tropem popularnego obecnie nurtu personalizacji przedmiotów interpretując go jako najpowszechniejszy przejaw narcyzmu. Takie podejście wydaje mi się pójściem na łatwiznę. Myślę, że można było poskrobać tę błyszczącą powierzchnię nieco mocniej, zastanowić się głębiej nad tematem i poszukać dla tej sprawy nowego kontekstu. Takie ujęcie tematu powoduje, że zamiast o narcyźmie zaczyna się mówić o hedoniźmie, co nie jest jednym i tym samem. Co gorsza, nie wszystkie projekty z wystawy powstały specjalnie na ten konkurs i to było widać. Nie tylko w samych projektach, ale i w robionych na siłę pod tezę opisach.

Przygladając się nawet pobierznie projektom laureatów odnoszę wrażenie, że podczas oceniania niektórych prac jury drzemało, a potem było już za późno na zmianę decyzji. W efekcie powstała wystawa niespójna i o nierównym poziomie. Na palcach jednej ręki można policzyć dobre projekty. Dobre, czyli pozbawione elementu naiwności już w fazie koncepcyjnej. Przy współczesnej technologi nietrudno wyprodukować ładny przedmiot. Dlatego przy ocenie efektu końcowego najbardziej aktualnym pytaniem pozostaje zawsze sens i celowość danej realizacji, a walory estetyczne są drugorzędne.

 

CHLEB TC/6. Projekt: Joanna K. Jurga

DSC_1329

Forma do wypieku chleba w kształcie miny przeciwpiechotnej TC/6. To chyba miał być projekt krytyczny i rozwijający zagadnienie empatii zamiast narcyzmu. Hasło make bread/hummus/cookies not war jest dziś wyświechtanym sloganem nahalnie sprzedawanym na koszulkach, torebkach i innych gadżetach, więc nie rozumiem dlaczego projektantka sądziła, że sprawdzi się jednak w tym przypadku. Niezależnie od tego, że jest wciąż aktualny (i wartościowy) jest po prostu mało oryginalny. Poza tym ten projekt w banalny sposób interpretuje hasło konkursu. To przecież o-czy-wi-ste, że skupianie się na innych jest szlachetniejsze niż bycie narcyzem. Właśnie dlatego ten projekt reprezentuje bardzo bolesną odmianę designu, czyli designo(u)topizm. Nawoływanie do wypieku chleba zamiast produkcji min przeciwpiechotnych jest postulatem nadającym się do programu „Ulica Sezamkowa”, a nie jako realny element projektu mającego przerośnięte ambicje geo-polityczne. Komentowanie tak poważnego problemu przy pomocy foremki do chleba i hasłem jak z internetowego mema jest po prostu nie na miejscu. No chyba, że to miał być dowcip. Jeśli tak – to nie był śmieszny.

mO. Projekt: Łukasz Kaczmarek

Mysz optyczna. To spójny projekt łączący estetykę z funkcjonalnością. Jego wzornictwo jest futurystyczne, ale idea jak najbardziej współczesna. Żenienie atrakcyjnego wyglądu z technologią oraz personalizacja to nic nowego. Ciekawa jest natomiast analogia ze sprzętami przyszłości proponowanymi przez google (czyli google glass). Czy faktycznie niektóre części garderoby będą w przyszłości wielofunkcjonalne jak u agenta OO7?  Przekonamy się pewnie już wkrótce. Tymczasem mO to mocny kandydat na jednosezonowy gażet.

MORNING. Projekt: Aleksandra Śliwińska

DSC_1308

Meble łazienkowe. Widziałam je tylko na zdjęciu, ale nawet w ten sposób jestem w stanie stwierdzić, że zdecydowanie nie służym im podobieństwo do domku dla lalek. To jesten z projektów, który nie powstał na ten konkurs i jak wspomniałam wcześniej – jest to bardzo widoczne. Analizowanie go w kontekście „narcyzmu” jest bardzo problematyczne. Na linii zadanie konkursowe – odpowiedź projektantki nie ma żadnego napięcia emocjonalnego. Infantylna stylizacja broni się tylko jeśli założymy, że meble kupią rodzice dla swoich pociech. Może powinny być sprzedawane w komplecie z „Barbie na wakacjach”?

OVO/MALA. Projekt: Gosia Dziembaj

DSC_1294 DSC_1293

Urny biodegradowalne. Trudno mi się tutaj do czegoś przyczepić, poza opisem. Sugeruje on, że tak jak teraz ukradkiem zerka się kto ma na grobie większy znicz, tak dzięki tym urnom będziemy ścigać się kto ma większe drzewo (wyrosłe z ziemi zmieszanej w urnie z prochami). W tym projekcie chodziło raczej o unifikację, czyli odwrotność narcyzmu. To się zdecydowanie udało. Urna jest dojrzałym, przemyślanym produktem zarówno pod względem koncepcyjnym jak i estetycznym. Podejrzewam jednak, że w Polsce się nie przyjmie.

BAWA.

DSC_1327

Stolik do zabawy dla dzieci. Patrząc na ten projekt zastanawiam się co kierowało jurorami podczas obrad, że wybrali przedmiot, który w tak luźny sposób nawiązuje do tematu konkursu. Stolik sam w sobie jest ok: ani szałowy, ani beznadziejny.

HEARiT. Projekt: Aleksandra Lubaś

DSC_1304

Urządzenie do auto-relaksu wykorzystujące dźwięki bijącego serca właściciela. To wprawdzie kolejny gadżet, ale przynajmniej silnie nawiązujący do tematu wystawy. Samowystarczalność to dziś popularna i porządana cecha, myślę też, że obiektywnie pozytywna. Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że autorelaksacz jest w gruncie rzeczy po prostu głupi. Jego bezsens przekracza granice ironii i groteski niebezpiecznie zbliżajac się do psychodelii rodem z serii horrorów „Piła”. Nie wiem jak wy, ale ja dostałabym chyba szału słuchając własnego serca bo non stop zastanawiałabym się czy nic mi nie jest. To dopiero tortura dla narcyza!

DSC_1303

ZGUBKI. Projekt: Aleksandra Żeromska

Rodzina zabawek – pieczątek. Once again: nie rozumiem co robi tutaj ten projekt. Niemniej Zgubki mają wszystko to, co dobry projekt mieć powinien. Są ergonomiczne i przyjemne w dotyku. Kształtem przypominają kaczuszki i takie miłe skojarzenie nasuwa również ich gładka, silikownowa powierzchnia. Jednocześnie są estetyczne ale przede wszystkim, ich idea jest prosta (zabawa!), a zastosowanie praktyczne (daj taką pieczątkę dziecku i masz spokój na godzinę). Nic dodać, nic ująć.

LAMPA KUBO. Projekt: Zapalgo/Maciej Papiński

Industialna lampa ze ściemniaczem dotykowym. Jej obudowa została wykonana z miedzi z domieszką narcuzmu. Na moje oko posiada go jakieś 40%. Pozostałe 60% to tak zwany „wow-efekt”. Tylko czy taki zachwyt czyni od razu narcyza?

TOUCHY. Projekt: Kamila Szcześniak

Kubki z odciskami palców. Ceramiczne kubki imitujące te wykonane z plastiku lub papieru to pomysł stary i już mocno ograny nie tylko przez polskich projektantów ale również duże marki jak na przykład Rosenthal. Odciśnięte w miękkiej jeszcze masie paluchy, dają tutaj surrealistyczny efekt który zbliża te naczynia do obiektów spod znaku sztuki współczesnej. I analogicznie do niej, krytyczne aspiracje tego projektu grzęzną w otchłani bezużyteczności. Wszystko byłoby ok, gdyby tylko te odciski znajdowały się w „pradopodobnych” miejscach (dzieje się tak jedynie w przypadku jednego kubka). Pozostaje również pytanie czy nadmierna konsumpcja na pewno jest objawem narcyzmu (jak sugeruje teza tego projektu)? Oraz przede wszystkim: czy przy tak postawionym problemie produkowanie bibelotu, który nie nadaje się do normalnego użytku nie jest przypadkiem strzałem w kolano?

PUKKA. Projekt: Amaury Poduray

DSC_1334

Ten przedmiot, podobnie jak meble łazienkowe widziałam wyłącznie na zdjęciu. Zapowiadało się dobrze.

SZACHY. Projekt: Joanna Ozimkowska.

A tutaj zagadka: co mają szachy do narcyzmu poza tym, że prawie tyle samo liter? Tak tylko pytam, bo koncepcji, że doskonalenie gry w szachy jest rodzajem koncentracji na sobie – raczej nie kupuję. Zawsze wydawało mi się, że człowieka, który dobrze gra w szachy nazywa się po prostu zdolnym strategiem.

PRISM. Projekt: Agnieszka Bączkowska

DSC_1298

Lustro jako interpretacja tematu narcyzmu? Banał, banał i jeszcze raz banał! Bardziej niż wielopryzmatowość ludzkiej próżności chciałabym zobaczyć jej obśmianie. Chociażby takie:

 

źródło: internet

źródło: internet

Kiedyś na targach sztuki współczesnej widziałam też świetną pracę, która składała się z lustra i naklejonego na nim napisu „It’s not all about you”. Od tamtej pory mam ograniczone zaufanie do zwierciadeł ; -)

ZESTAW DO PRZYGOTOWANIA WŁASNYCH KOSMETYKÓW. Projekt: Ewelina Birut

DSC_1316

Ten pomysł jest nawet na temat, ale projektantka nie wzięła chyba pod uwagę faktu, że narcyzi to patentowane lenie. Prędzej zamówią costumized kosmetyk przez internet niż zajmą się jego samodzielną produkcją. No chyba, że są narcyzami przygniecionymi realami gospodarki wolnorynkowej: bidują i szukają pomysłu na dalsze życie po drugiej stronie lustra. Tylko jeśli przyjmiemy takie założenie to skąd niby mieliby wziąć pieniądze na tak elegancki zestaw? Założenia tego projektu mają więc pewnie luki, ale za to wygląd zestawu „mały kosmetolog” pozostaje bez zarzutu.

HUDBAG. Projekt: R. R. Buckler

DSC_1320

Tutaj propozycja dla bogatych narcyzów, którzy najwyraźniej zostali wrzuceni do jednego worka z hipsterami z warszawskiego placu Zbawiciela. Czy to przypadkiem nie za wielkie uogólnienie?

BIURKO CACHE-CACHE.

Prostota nigdy nie wychodzi z mody. Podobnie jak solidne wykonanie i funkcjonalność. Mimo iż ta ostatnia jest nieco trudna w utylizacji (blaty ciężko się przesuwaja), to od tego biurka po prostu trudno oderwać oczy. Czy można chcieć więcej? Tak, na przykład związku z tematem wystawy. Stwierdzenie z opisu projektu o tym, że dzięki schowkom można narcystycznie gospodarować własną przestrzenią i przedmiotami jest tak samo dobitne jak powiedzenie, że jedzenie słodyczy jest niezdrowe.

DESIGN VICTIM

A teraz last but not least, a wręcz – the best. Wreszcie projekt, który postanowił w prześmiewczy sposób skomentować lansiarzy i narcyzów kupujących modne produkty. Pomysł jest bajecznie prosty: na obwodach każdego z kubków znajduje się ich „skład”. Mimo że wszystkie są takie same to jednak każdy ma inny współczynnik atrakcyjności. Wprawdzie w ten sposób powstał kolejny gadżet, ale przynajmniej wzięty w duży nawias autoironii.

 

Poniżej, zamieszczem zbiór pozostałych projektów z wystawy, tym razem już bez komentarza, ponieważ można je podsumować tylko jednym pytanie: „Co tutaj robi ten projekt?”

FELTSLEDGE. Podkładka pod mysz.

z15887567Q,-b-Dawid-Swiatek--Feltsledge--b--br---Feltsledge-t

STÓŁ +/-

DSC_1309

PRZYPRAWNIK

DSC_1286

TEAM- MEBLE DLA UNIWERSYTETU

DSC_1305

LITEROWNIK

DSC_1314

STOLIK

DSC_1321

PINGWIN-WITAMINOWY PRZYJACIEL 

DSC_1278

TRIKI

DSC_1282

VEGE TABLE STÓŁ DO HYDROPONICZNEJ UPRAWY ROŚLIN

DSC_1283

 

Na koniec chciałam dodać, że mimo powyższej krytyki, trzymam kciuki za Wroclove Design i z niecierpliwością czekam na przyszłoroczną edycję oraz kolejne. To bardzo ważne żeby budować tradycję imprez poświęconych projektowaniu i wychowywać przyszłe zastępy widzów i kupujących.

PS: Drogi Czyteniku, jeśli dotarłeś aż tutaj to wiedz, że jestem bardzo szczęśliwa. Dziękuję, że wytrwałeś do końca nawet jeśli przeskakiwałeś wzrokiem po dwa akapity na raz : -)

cropped-temp-1

 

 

 

Ania Diduch

aniks.miks@gmail.com

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s