Targi próżności. Wzory III w Warszawie.

Drugi z rzędu weekend na imprezie poświęconej designowi i wnętrzarstwu upewnił mnie o dwóch ważnych sprawach. Po pierwsze, polscy producenci mebli i elementów wyposażenia wnętrz są bardzo zdolnymi ludźmi, a ich realizacje są na wysokim poziomie wykonania technicznego. Po drugie, utwierdziłam się w przekonaniu, że nasze rodzime mieszkania powoli stają się modne, ale wciąż wiele brakuje im do bycia stylowymi.

Takie stwierdzenie jest oczywiście dużym uogólnieniem, ale sądząc po cenach oraz ilości i jakości odwiedzających, których widziałam na Wzorach III w Praskiej Drukarni w Warszawie – jest uogólnieniem bardzo prawdopodobnym. No, bo kogo stać w Polsce na biurko droższe niż dwa tysiące złotych? Albo ile ozdobnych poduszek po 120 zł każda jest w stanie kupić przeciętny konsument współczesnego designu z aspiracjami? Czy weźmie pożyczkę żeby nabyć krzesła z epoki art deco sprowadzane z zagranicy? Oczywiście, że nie. Dlatego jeśli chce mieć coś cool (a nasze współczesne wnętrzarstwo sprowadza się właśnie do tego oraz do słynnego wow-efektu) to opcje ma dwie: pójść do Ikei albo na targi typu Wzory.

I teraz jeśli wybierze opcję numer dwa zostanie postawiony przed kolejnym wyborem, czyli: Skandynawia albo polskie retro. To są właśnie dwa dominujące nurty jakie zaobserwowałam na Wzorach w zeszły weekend. W mniejszości były meble autorskie (np. Saska Fabrik oraz Operis.Artis) lub stylizowane na industrialne (loftowy Gdel). Styl skandynawski objawiał się natomiast nie tylko w kształtach mebli, ale również kolorach dodatków: miętach, szarościach, pastelowych pomarańczach. Styl retro to tradycyjnie polskie meble z lat 50. i 60. z nową, uwspółcześnioną tapicerką (chociażby Mimo, Monokede czy Dwie Baby). Trzecim wyraźnym nurtem były patchworki (Mała Galeria Patchworku, Szkoła Patchworku), czyli kolorowe obicia, narzuty i pościele zszywane z różnych tkanin w rodzaj mozaiki. Poza tym sporą reprezentację miały na targach wszelkiej maści tkaniny sprowadzane z Ameryki oraz jeden polski producent materiałów czy raczej autorskich wydruków na gotowych tkaninach (CottonBee). Ten obszar ekspozycji omówię dokładniej osobno poświęcając mu kolejny wpis. Dopełnieniem obrazka były stoiska z wszelkiego rodzaju bibelotami typu mydła (?!), damskie torebki z plastikowych plecionek, plakaty, reprodukcje (a jakże!) retro zdjęć, neony (tysz retro) i trochę ceramiki (ta była momentami przekombinowana) a także oświetlenia (tutaj było ok). Nie chciałabym napisać, że niektóre z tych stoisk po prostu tam nie pasowały, więc może napiszę tylko, że równie dobrze odnalazłyby się na targach modowych typu Yard Sale albo kiermaszach organizowane w 1500 metrów do wynajęcia na ulicy Solec w Warszawie.

Ponieważ dopiero co wróciłam z Wrocławia, a i część wystawców stamtąd powtórzyła się i tutaj, siłą rzeczy trudno uciec mi od porównań Wzorów do Wroclove Design. Przystawianie ich do siebie, wypada stety-niestety z korzyścią dla Warszawy, ale trzeba wiedzieć, że wynika to przede wszystkim z dwóch rzeczy, tj.: publiczności oraz ceny za wstęp. Wzory były bezpłatne, dlatego automatycznie przyszło na nie więcej osób. Przy czym więcej nie znaczy relatywnie dużo. Z ust wystawców dało się słyszeć skargi, że zwiedzających jest mało i szybko się ulatniają. Inną sprawą jest że ci którzy przyszli byli bardziej chętni do zakupów niż Wrocławianie. To publiczność wychowana właśnie na wspomnianych już kiermaszach ubraniowych. Wzory wpisują się więc w pewną modę. Została ona zapoczątkowana w modzie (Hush, Moustache, Warszawski Weekend Mody), potem przeniosła się do sztuki współczesnej (warszawskie Salony Jesienny oraz Zimowy, warszawski Gallery Weekend), a teraz została przysposobiona dla designu i wnętrzarstwa jako kolejnego komercyjnie atrakcyjnego rejonu produkcji około artystycznej.

DSC00320

DSC00358 DSC00350

To naprawdę świetnie, że takie inicjatywy istnieją i się rozwijają. Propagowanie nowoczesnego, polskiego wzornictwa jest potrzebne, ale co stoi na przeszkodzie aby przy okazji odbywało się na przyzwoitym poziomie? Przykro mi to pisać, ale bolesna prawda jest taka, że Wzory w takiej formie w jakiej widziałam je w sobotę, okazały się średniego poziomu bazarkiem promującym pospolitość. Oferta była przeciętna, i – nie bójmy się tego słowa – zwyczajnie nudna. Estetyka propozycji, które widziałam w sobotę jest obecna na rynku i w branżowych magazynach dobrych kilka lat. Jest opatrzona i przez to stała się banalna. Wkrótce nastąpi jej przesyt spowodowany m.in. faktem, że na horyzoncie nie widać żadnej alternatywy. Wątpliwą przyjemnością było również oglądanie przaśnych dodatków w postaci kiczowatej ceramiki, poduch obłożonych pseudogobelinami czy lamp przypominających hotelowe. Na palcach jednej ręki, mogę wyliczyć wyróżniające się z tłumu obiekty. Na dwustu pięćdziesięciu zaproszonych projektantów to liczba naprawdę żenująca.   

DSC00362 DSC00351

Jeśli przyjąć że, wystawcy (nastawieni przecież na sprzedaż) zaprezentowali to, co dotychczas cieszy się u nabywców największym zainteresowaniem, to już mamy odpowiedź dlaczego polskie wnętrza są modne zamiast stylowe. Każda moda kiedyś  przemija. Styl natomiast zakłada rodzaj nonszalancji wynikający z tego, że można miksować ze sobą różne estetyki. Im więcej – tym lepiej. Obkupionym w meble i dodatki z Wzorów III można co najwyżej stworzyć miks polsko-skandynawski, czyli jak to ja mówię, tak zwany Bornholm stajl.

A jeśli chcielibyście dowiedzieć się więcej na temat różnych mód w polskim wnętrzarstwie na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci to odsyłam was do wywiadu z Hubertem Bilewiczem z piątkowej Gazety Wyborczej.

Gazeta Wyborcza, piątek 23 maja 2014

Gazeta Wyborcza, piątek 23 maja 2014

Gazeta Wyborcza, piątek 23 maja 2014

Gazeta Wyborcza, piątek 23 maja 2014

To, o czym mówi Bilewicz oraz przede wszystkim to, co widziałam na Wzorach, fajnie rymuje się z niedzielnym wykładem reportera Filipa Springera na który niespodziewanie trafiłam. W tym miejscu serdecznie dziękuję Magdzie i Piotrkowi Motrenko z blogiwnetrzarskie.pl za zaproszenie na tę prelekcję, a Wojtkowi Łazarowiczowi za to, że mnie z nimi poznał.

Z wykładu Filipa Springera nie dowiedziałam się niczego nowego, ponieważ czytałam zarówno jego „Źle urodzone” jak i „Wannę z kolumnadą”. Wartościowsza była dyskusja jaka wywiązała się po. Była mowa o braku polskiego, narodowego stylu (cepelia i żul-glamur się nie liczą!) oraz o tym, że ludzie posiadający szeroko pojęty gust w kwestiach architektury i kompozycji miejskiej przestrzeni żyją w bąblu. Na chwilę obecną wyjście z niego jest praktycznie niewykonalne. Brakuje wzorców, a co gorsza wspólnego języka między ekspertami a odbiorcami architektury.

W prostej linii wynika z tego, że problem życia w getcie dotyczy również branży wnętrzarskiej a co za tym idzie blogów poświęconych designowi i aranżacji wnętrz. Jedna z koleżanek-architektek zasiadających na sali podsumowała wnioski Springera stwierdzeniem, że my blogerzy i blogerki robimy dobrą robotę przyczyniając się do zmiany myślenia o pięknie i elegancji. Myślę, że to optymizm pchły pędzącej z prędkością 5 km/h na grzbiecie pieska rasy Chihuahua. Blogi wnętrzarskie znajdują się w niszy względem całej blogosfery. Na polskie gusta większy wpływ mają Fashionelka i Kominek niż Apetyczne Wnętrza albo I like design. Facebookowa popularność wnętrzarek (bo w większości to kobiety) na poziomie kilku tysięcy to naprawdę żadne osiągnięcie. Może to kwestia czasu a może podejścia, ale jestem przekonana, że walka o popularność i co za nią idzie – wpływ na gusta, nigdy nie odbędzie się przy pomocy postów ze zdjęciami przeklejonymi z zachodnich portali wnętrzarskich. Niewiele da się również wskórać jeśli organizatorzy imprez branżowych nie zaczną dbać o ich poziom.

Na koniec chciałabym się odnieść krótko do tego, co napisałam w pierwszym akapicie na temat jakości naszych rodzimych produkcji. Ostatnim wnioskiem płynącym z kilkunastokrotnego obejrzenia wszystkich stoisk (spędziłam tam prawie 7 godzin) jest to, że mamy w Polsce świetnych rzemieślników. Zwrot ku naturalnym materiałom, przywiązanie do tkanin, drewna czy nawet papieru pozwala mi mieć nadzieję, że wraz z miłością do tworzywa w końcu przyjdzie większa śmiałość w eksperymentowaniu z estetyką. Jestem pewna, że śledzenie tych zmian będzie wielką pzyjemnością nie tylko dla mnie ale dla wszystkich, którzy jeżdżą podróżują po świecie i widzą jak wyglądają mieszkania ich zagranicznych przyjaciół.

Tym optymistycznym akcentem kończę relację z warszawskich Wzorów III. Z chęcią udam się na nie za rok, tymczasem już wkrótce wybieram się do Krakowa na Festiwal Dobrych Wnętrz. Spodziewajcie się soczystej i obfitej w spostrzeżenia relacji! Poniżej jeszcze mała niespodzianka, czyli galeria najlepszych projektów z sobotnich targów. Przyznaję się bez bicia, że nie popisałam się w kwestii jakości zdjęć. Zdaję sobie sprawę, że to marna wymówka, ale w hali Praskiej Drukarni było tak duszno i gorąco, że było mi kompletnie wszystko jedno jakie te fotki wyjdą oraz czy dobrałam odpowiedni program do tego typu oświetlenia…

 

Fotel Lord XL, marki Melyo. Jego wzornictwo przywodzi na myśl tegorocznego zwycięsce Red Dot w Mediolanie, czyli kolekcji Clapp polskiej firmy Noti. Ten projekt zasługuje również na uwagę ze względu na przystępną (jak na autorski projekt, rzecz jasna) cenę, tj. 1800 zł.

Fotel Lord XL, marki Melyo. Jego wzornictwo przywodzi na myśl tegorocznego zwycięsce Red Dot w Mediolanie, czyli kolekcję Clapp polskiej firmy Noti. Ten projekt zasługuje również na uwagę ze względu na przystępną (jak na autorski projekt, rzecz jasna) cenę, tj. 1800 zł.

 

Konsolka Borboleta marki Mudo Design. Skandynawska estetyka z przymrużeniem oka. Ten projekt można traktować w kategoriach ciekawostki, nadającej się raczej do pokoju dziecięcego, albo jako dowcipny akcent do ascetycznego wnętrza.

Konsolka Borboleta marki Mudo Design. Skandynawska estetyka z przymrużeniem oka. Ten projekt można traktować w kategoriach ciekawostki, nadającej się raczej do pokoju dziecięcego, albo jako dowcipny akcent do ascetycznego wnętrza. Zasługuje na uwagę właśnie ze względu na poczucie humoru. Kolorowe trójkąty to magnezy, których ułożenie można dowolnie zmieniać.

 

Dywany Joanny Rusin. Dotychczas widziałam je tylko w internecie dlatego bardzo cieszę się, że udało mi się ich w końcu dotknąć. Ich wykonanie jest solidne a zestawienia kolorystyczne niebanalne. Te dywany to małe dzieła sztuki.

Dywany Joanny Rusin. Dotychczas widziałam je tylko w internecie dlatego bardzo cieszę się, że udało mi się ich w końcu dotknąć. Ich wykonanie jest solidne a zestawienia kolorystyczne niebanalne. Te dywany to małe dzieła sztuki ale ich wadą może być trudna eksploatacja: z powodu posiadanych faktur są chyba trudne w czyszczeniu. To zdjęcie wyjątkowo mi się nie udało i nie oddaje urody projektów Rusin dlatego zachęcam Was do wejścia na jej stronę internetową.

 

Cumulus marki Zetpety. Podoba mi się dyskretna ekologiczność tych lapm i fakt, że w świeży sposób wykorzystują tak popularny materiał jak papier. Kreskówkowy efekt tej realizacji jest bardzo zabawny. Jedyna wątpliwość jaką mam jest podobna jak w przypadku dywanów: czy takie cumulusy przypadkiem szybko się nie brudzą?

Cumulus marki Zetpety. Podoba mi się dyskretna ekologiczność tych lapm i fakt, że w świeży sposób wykorzystują tak popularny materiał jak papier. Kreskówkowy efekt tej realizacji jest bardzo zabawny. Lampa będzie z powodzeniem pasować do przytulnego wnętrza nie tylko dziecięcego pokoiku. Jedyna wątpliwość jaką mam jest podobna jak w przypadku dywanów: czy takie cumulusy przypadkiem szybko się nie brudzą?

cropped-temp-1

 

 

 

 Ania Diduch

aniks.miks@gmail.com

Reklamy

2 responses to “Targi próżności. Wzory III w Warszawie.

  1. cenię tę konstruktywną krytykę – ja też uważam, że polscy projektanci dopiero poszukują, ale w większości nie wypracowali jeszcze swojego stylu, języka estetycznego, którym operują. To nazbyt chyba widoczne inspirowanie się latami 50. i 60. pokazuje to chyba dobitnie. „Mówię bom smutny i sam pełen winy”. No i rzeczywiście trudno pogodzić formułę wystawy dizajnu z kiermaszem na którym jest szwarc, mydło i powidło.

  2. Pingback: Interior design fairs: Festiwal Wnętrz in Kraków |·

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s