Interior design fairs: Festiwal Wnętrz in Kraków

[English version coming soon]

Trochę zwlekałam z napisaniem relacji z Festiwalu Wnętrz (FW) w Krakowie. Głównie dlatego, że z góry wiedziałam, że będę się powtarzać. Opisanie asortymentu tych targów oraz jego ocenę mogłabym w zasadzie sprowadzić do przeklejenia niektórych zdań z tekstu o warszawskich Wzorach III (tutaj). I kiedy tak obracałam w głowie moje spostrzeżenia, które układały mi się w prawie identyczne co miesiąc temu sentencje, w pewnym momencie sama poczułam się nimi znudzona. Dlatego tym razem postanowiłam wzbogacić swoją wypowiedź o film.

https://www.youtube.com/watch?v=bFRty8mLeiM

Jaki był ten Festiwal? Przede wszystkim chaotyczny. Prezentowana oferta była bardzo różnorodna, ale miała nierówny poziom. Eleganckie elementy wyposażenia wnętrz (na przykład armatura marki MyBath) mieszały się z bardzo przeciętnymi (na przykład meble z europalet). Nowoczesne telewizory Sony pojawiły się obok wątpliwej urody foto tapet na ścianę. Ze stoiska Bo Concept niedaleko było do świecących doniczek przypominających twarze kamiennych posągów z Wysp Wielkanocnych. Retro meble obok ekspozycji producenta nowoczesnych kranów. A wszystko to w cieniu szaf Komandor. Przez takie zorganizowanie ekspozycji  krakowskie targi stały się niechlubnie manifestem naszego oficjalnego stylu, to jest „Mydła&Powidła” w wydaniu tradycyjnym (sarmackim), czyli na bogato. Nie powiem: czułam się tam bardzo swojsko, ale mam pewne podejrzenia graniczące z pewnością, że taka mozaika nie służy ani kształtowaniu gustów ani nakłanianiu zdezorientowanego odwiedzającego do dokonania zakupów.

Gusta wiadomo są różne, ale logika organizacji imprez powinna być jedna. Jej uniwersalność sprowadza się do dwóch zasad. Po pierwsze primo nie pokazujemy tego, co jest dostępne w byle jakim hipermarkecie. Selekcja oraz spójna wizja są podstawowymi kryteriami przy tworzeniu jakichkolwiek imprez. Po drugie primo nawigacja i komfort wzrokowy odwiedzających. Warto zadbać o przejrzyste pogrupowanie wystawców. Co stoi na przeszkodzie żeby wyposażenie łazienek, salonów i kuchni było razem? Pytanie jest retoryczne, a mimo to FW są trzecią z rzędu imprezą, na której dostaję oczopląsu. Jedynie organizatorki Targów Rzeczy Ładnych, które w tym roku odbywały się w Domu Braci Jabłkowskich w Warszawie podeszły do sprawy profesjonalnie. Meble z meblami, ceramika razem, oświetlenie obok siebie, strefa retro oddzielnie.

Przejdźmy jednak do szczegółowszego omówienia asortymentu. Na Festiwalu Wnętrz stoiska podzielono na dwie sekcje: „polski dizajn” i „cała reszta”.

Zarówno w pierwszej jak i drugiej obyło się raczej bez zaskoczeń. Niezmienny prym w estetyce wiódł minimalizm w redakcji około-skandynawskiej poprzetykany klimatami retro. Pojawiło się również kilka akcentów industrialnych w postaci mebli z metalu, siatki czy lamp stworzonych ze zużytych puszek. Kolorystycznie dominowała biel oraz pastelowe kolory a także naturalne drewno. Wśród obiektów wykonanych z tego ostatniego materiału szczególną uwagę zwracały biało-brązowe stoliczki Hex Meble. Projektantom z tej firmy skutecznie udało się przełamać grzeczność ascetycznej formy przy pomocy kanciastych, ustawionych pod ostrym kątem, nóżek. Pozytywnie wyróżniała się również komoda firmy Olikar w Piotrkowa Trybunalskiego. Jej barokowe zacięcie było prawdziwą ulgą dla oka w otaczającym ją morzu geometrii i prostoty odmienianej do znudzenia przez wszystkie przypadki. Taki mebel dobrze sprawdziłby się jako uzupełnienie bardziej tradycyjnego wnętrza. Jednak najjaśniejszym punktem w tej kategorii było niewątpliwie stoisko sklepu Metaforma, który ma w swoim asortymencie meble marki Noti (tegorocznego zdobywcę Red Dot za linię Clopp).

Bezpośrednio obok znajdowało się stoisko Bo Conceptu. Solidność i – nie ma co ukrywać – zbliżona estetyka obydwu firm sprawiały, że te dwa miejsca przyjemnie ze sobą współgrały. Niestety owa iluzja punktowej harmonii szybko pryskała mącona przez całą resztę stoisk, ze wspomnianymi szafami marki Komandor na czele.

W kategorii „całej reszty” największą porażką były zdecydowanie propozycje ozdób na ścianę. Bolesną prawdą jest, że metoda sitodruku daje kiczowate efekty za każdym razem, gdy bierze się za nią ktoś inny poza Andy Warholem. To, co pokazano na FW było potwierdzeniem powyższego stwierdzenia. Symbolicznie pojawiły się również fototapety, które próbują chyba na nowo podbić serca Polaków po swoich triumfach w latach 80. Ogólnie jednak rzecz biorąc, temat dekorowania ścian polskich wnętrz to gigantyczny obszar wymagający gruntownego przepracowania. Na dzień dzisiejszy nie widzę miejsca, które mogłoby być punktem startowym dla pozytywnej zmiany. Istnieją weekendowe salony promujące współczesną sztukę za przystępną cenę, ale tam trafiają raczej już wstępnie uświadomieni nabywcy. Targi dizajnu i meblowe raczej nie staną na wysokości zadania ponieważ nie współtworzą ich osoby kompetentne w temacie tego, co pokazuje się teraz w galeriach. Wygląda na to, że jeszcze długo nic się w kwestii edukacji wizualnej nie wydarzy i bardzo mnie to smuci.

Festiwal Wnętrz w Krakowie jest trzecim wydarzeniem dizajnersko-wnętrzarskim, które odwiedziłam w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. I dziś nie mam już złudzeń, że brak selekcji, spójnej wizji imprezy czy rozdźwięk miedzy profesjonalnie wyglądającym pr-owym wizerunkiem targów, a ich zawartością jest kwestią przypadku albo jednorazowego niedopatrzenia. Wręcz przeciwnie. Wszystko to jest na porządku dziennym i służy kreowaniu sztucznej atmosfery splendoru oraz tworzeniu wrażenia, że branża wnętrzarska jest prężnie rozwijającą się dziedziną o komercyjnym potencjale. Ten potencjał na pewno jest, ale na dzień dzisiejszy jeszcze nie tak ogromny jak na przykład w polskiej modzie.

Dokładnie taka sama sytuacja miała miejsce jeszcze parę lat temu w polskiej fotografii artystycznej. Od wczesnych lat dwutysięcznych organizowano aukcje fotografii chcąc w ten sposób rozbudzić apetyt kolekcjonerów. Dla osoby niezorientowanej w temacie, liczba wystawianych zdjęć oraz ich ceny wywoławcze faktycznie robiły wrażenie. Mało kto zwracał uwagę na to, że podczas owych licytacji praktycznie nic się nie sprzedawało, a jeśli już to zaledwie po wywoławczych cenach. Dopiero po prawie dekadzie regularnej pracy i edukacji nabywców za którą stoi cały sztab historyków sztuki i właścicieli galerii, w temacie kolekcjonowania fotografii widać pierwsze sukcesy.

To są błędy, których w branży dizajnersko-wnętrzarskiej można by uniknąć. Organizowanie dużych imprez o przeciętnym lub nierównym poziomie ekspozycji jest złe. Po pierwsze nie służy edukacji widzów (Festiwalowi towarzyszyły wykłady. Popieram taką inicjatywę, ale trzeba pamiętać, że ma mały zasięg bo większość osób i tak nie pofatyguje się na prelekcję) i kreuje negatywne skojarzenia z marką targów jako miejscem, gdzie można dostać niby wszystko, ale w sumie to nic. To także psuje atmosferę wśród wystawców i projektantów. Pierwszych aukcji fotografii nikt ze środowiska nie traktował poważnie, a jeśli artyści dawali na nie swoje prace to raczej z braku alternatywy niż z entuzjazmu. I nieprawdą jest, że przy stawianiu pierwszych kroków nie powinno się lub nie można za nadto śrubować poziomu. Przykładem niech będzie młodziutki festiwal ArtLoop w Sopocie – mieście, które z międzynarodową sztuką współczesną ma tyle wspólnego co ja, z boksem. W tym roku odbędzie się trzecia edycja, na której zagra koncert Portishead. W zeszłym roku wystąpiła Laurie Anderson (żona zmarłego niedawno Lou Reed’a), jedna z legend alternatywnej muzyki. Ponadto swoje instalacje pokazali cenieni artyści z całej Polski tacy, jak Nicolas Grospierre czy Rafał Bujnowski. W sekcji filmowej na rok przed polską premierą wyświetlono „Shirley. Wizje rzeczywistości”, obraz który tego samego roku był pokazywany na Berlinale.

W związku ze wszystkim co napisałam powyżej poziom rodzimych imprez poświęconych designowi i wnętrzarstwu nie robi na mnie póki co wrażenia. Ich ilość tym bardziej. Są one raczej objawem rodzącej się mody tak, jak dwa lata temu miało to miejsce z projektowaniem ubrań. Poczekajmy i zobaczmy czy dizajnerskie imprezy przeżyją w takiej mizernej formie czy może jednak zmienią się na lepsze. Szczerze im tego życzę, bo nie ma nic gorszego dla rynku niż brak konkurencyjności.

A tymczasem, czekam do października na Łódź Design Festiwal.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s