Making Of: Morning Routine Stylisation

Jeśli życie to sztuka wyboru, to stylizacja sesji to sztuka lawirowania między serią przypadków. A odbywa się to mniej więcej tak:

Ulica Czerniakowska w Warszawie. Jest ciemno i zimno, a ja błądzę w koło kościoła św. Bonifacego autorstwa Ludwika van Gameren. Nazwisko mi coś mówi bo uczyłam się o tym architekcie na studiach – ale żebym pamiętała coś więcej, to niestety nie. W takich chwilach myślę zwykle, że pięć lat na historii sztuki to była poniekąd strata czasu, ale zanim zdążę wpaść w moją rutynową melancholię na tle chybionych  życiowych  wyborów, spoglądam na zegarek i orientuję się, że jestem już spóźniona na spotkanie. Dzwonię, przepraszam. Wysiadając z autobusu próbuję dopytać mojego rozmówcę, gdzie konkretnie znajduje się jego mieszkanie. Głupio mi z powodu spóźnienia, bo w końcu robi mi przysługę. Przyjechałam wypożyczyć od niego stół do jesiennej stylizacji.

Po jakiś pięciu minutach docieram na miejsce. Facet stoi przy samochodzie zaparkowanym w bramie, w tle wolnostojący dom. Z auta wysiada drugi facet i spogląda na mnie groźnie. ‘Dzień dobry! Proszę tędy’ – mówi ten pierwszy. Idę brodząc w kałużach błota. Drugi facet idzie za nami. Wchodzę na stopnie prowadzące do wejścia domu,  Facet zaprasza mnie do dużego pokoju a moim oczom ukazuje się stół, który wypatrzyłam na gumtree. Jest w niezłym stanie, trochę porysowany, ale się nada. Ma lekko gięte nogi, ciekawą linię blatu. ‘Ok, biorę’ – uśmiecham się szeroko do faceta – ‘Za godzinę przyjedzie tu mój kolega i pomoże mi go przewieźć. Ile chce pan za wypożyczenie?’.

$_20

Tak to się zwykle odbywa. W poszukiwaniu inspiracji do sesji, raz na jakiś czas przeglądam zakładkę ‘meble’ na gumtree. Poluję na te, które są  ładne albo przynajmniej ciekawe, a przy tym nie drogie, bo inaczej sprzedający życzy sobie bardzo dużo za wypożyczenie. Jeśli okaz jest w porządku i pasuje mi do koncepcji to dzwonię. Rozmowa przebiega najczęściej tak : ‘Dzień dobry, prowadzę bloga o wnętrzach i robię własne stylizacje. Czy istniałaby możliwość wypożyczenia Pani/Pana mebla do sesji zdjęciowej? Oczywiście za drobną kwotą’. W 8 przypadkach na 10 człowiek jest tak zdziwiony, że się zgadza.

Kolega, który ma przyjechać na Czerniaków po wspomniany stół ma na imię Wojtek. Z Wojtkiem mamy taki fajny układ, że on mnie niedawno (z braku innych możliwości i pomysłów na znajomość) – adoptował, a teraz chce mnie wydać bogato za mąż żebym zaczęła go utrzymywać. Na szczęście póki co, inwestuje w naszą przyjaźń, jeżdżąc przez pół Warszawy po stół, żebym nie musiała płacić za taksówkę transportową. Kiedy przybywa na miejsce okazuje się, że mój mebel jest jednak za duży i nie zmieści się do jego auta. Umawiam się więc z właścicielem, że za dodatkową opłatą dowiezie i odwiezie mi stół w ciągu najbliższego tygodnia. Łącznie z kwotą za wypożyczenie będzie mnie to kosztować 130 zł. Dobra cena, zwłaszcza, że stół będzie grał w stylizacji pierwsze skrzypce.

Kiedy zrezygnowani i wkurzeni wsiadamy do auta Wojtek pyta, jak na przysposobionego ojca przystało: ‘Ej, a ty się nie bałaś tam tak sama wejść do tego domu?’. Jedyne na co jestem wstanie się w tym momencie zdobyć to krótki, serdeczny, ale nerwowy uśmiech. Jestem zmęczona, zła i zmarznięta.

To, że nie udało mi się od razu przewieść stołu oznacza w skrócie tyle, że nie zdążę w tym tygodniu zrobić nowej sesji. Na szczęście mam w zanadrzu przygotowanych kilka ‘na zapas’, ale mimo wszystko denerwuję się, bo teraz muszę odwołać wypożyczenie pozostałych przedmiotów. Kończy mi się również termin na oddanie kilku rzeczy w jednej z sieciówek z wyposażeniem wnętrz. Zwykle kupuje przedmiot i mam 28 dni na zwrot. Dziś mija 26 dzień od daty zakupu kubka, który był pomyślany specjalnie na pewną stylizację. Będę musiała się zastanowić czy  go zatrzymać, czy jednak pożałować tych 30 złotych na przedmiot, którego de facto nie potrzebuję. Jest ładny, ale ile można mieć ładnych rzeczy. Paradoksalnie, mimo iż zajmuję się wnętrzami, to nie lubię obrastać w przedmioty.

Ostatecznie okazuje się, że na stół z Czerniakowskiej będę czekać jeszcze dwa tygodnie. W tym czasie nie zaczynam nowej sesji, bo nie lubię przerywać w połowie pracy nad tą, która akurat siedzi mi w głowie. Przygotowuję się za to do wpisu o warszawskich kawiarniach z ładnymi wnętrzami, w których można przetrwać tegoroczną jesień. Odwiedzam je po wcześniejszym umówieniu z managerami i robię zdjęcia.

Kiedy w końcu przyjeżdża do mnie stół, z rozbawieniem stwierdzam, że w jego transporcie pomaga ten sam groźnie patrzący pan, którego spotkałam tamtego wieczora na Czerniakowie. Po wyładowaniu mebla z auta, na pożegnanie macha przyjacielsko ręką.

DSC_2534

Jest poniedziałek wieczór koło 20, gdy rzeczony stół w końcu staje w kącie mojej kawalerki na warszawskiej Woli. Wyznaczam sobie nowy termin sesji zdjęciowej. Będzie to środa, między 12 a 15 bo wtedy w mieszkaniu mam najlepsze światło.

Następnego dnia rano uruchamiam machinę wypożyczeniową. Dzwonię do SH Studio na Wilczej i umawiam się na następny dzień na odbiór krzesła ‘kokardki’, autentyk z lat 70’. Piszę też do znajomej, przypomnieć się w sprawie zabytkowego lustra, które zgodziła się ofiarować do zdjęć. Ostatecznie okazuje się, że dorzuci jeszcze krzesło . Jestem bardzo szczęśliwa, ale postanawiam, że jednak nie wykorzystam go do tej stylizacji, tylko do następnej, bo właśnie wpadł mi do głowy świetny pomysł na sesję, w której uchwycę klimat niedzielnego przedpołudnia…

Nagle w procesie szykowania sesji pojawia się niespodziewany zwrot. W  poniedziałkowy wieczór koło godziny 22, do akcji, niczym Bond, wkracza moja dawno niewidzana koleżanka ze studiów – Olga. Pisze do mnie w mailu, że czyta mój blog o designie. Ona z kolei założyła niedawno Sensor Sztuki, czyli firmę zajmującą się promocją oraz sprzedażą młodych, polskich artystów. Jestem już bardzo śpiąca, ale z zaciekawieniem przeglądam kolejne portfolia i nagle trafiam na zdjęcia rzeźb i obiektów młodego artysty. To, co robi w pewien sposób przypomina mi klimat prac Aliny Szapocznikow. Prace spadają mi jak z nieba, od razu czuję, że mogą wiele wnieść do sesji. Myślę przy okazji, że warto było jednak studiować tę całą historię sztuki – choćby ze względów towarzyskich.

Od jakiegoś czasu marzy mi się żeby móc użyć w stylizacji dzieł artystów z prawdziwego obrotu galeryjnego. Miałam zamiar odezwać się do zaprzyjaźnionych galerii celem pozyskania kilku obrazów lub rzeźb, ale wciąż nie mam na to czasu a i trochę brakuje mi śmiałości. Z koleżanką Olgą, nie mam takich oporów. Czym prędzej odpisuję, którą rzeźbą jestem zainteresowana i próbujemy dogadać transport z Łodzi do Warszawy. Olga ma opory przed wysyłką kurierem, dzieło kosztuje ponad sześć tysięcy, więc jeśli coś mu się stanie to nie wypłaci się artyście. Na szczęście jej mąż jedzie w środę do Warszawy na konferencję w Muzeum Sztuki Nowoczesnej i będzie mógł wziąć rzeźbę ze sobą.

Wtorek poświęcam na doprecyzowanie koncepcji sesji. Stół ma pełnić rolę biurka, a cała sytuacja wokół której buduję nastrój  ma odbywać się o poranku. Potrzebna jest mi więc ładna filiżanka (którą na szczęście mam), ładny mlecznik, dzbanek do kawy (też mam), jakaś lampka (ostatnio widziałam fajną w Tigerze) i jakaś podstawka pod gorący dzbanek (będzie ją udawać marmurowa deska wypatrzona w TkMaksie). Rzeźba-kulka, która przyjedzie z Łodzi będzie pełnić rolę ekscentrycznej ozdoby na biurko.

Kiedy rzeźba ostatecznie do mnie trafia w środę rano, okazuje się że jest dużo większa niż się spodziewałam. No tak, w sumie zapomniałam spytać o rozmiar. Jest przed dziesiątą kiedy kuśtykam z Dworca Centralnego na przystanek tramwajowy z ciężkim drogocennym pakunkiem. O 12 mam zacząć fotografować. Mam więc zaledwie dwie godziny na to by wymyślić nową koncepcję zaaranżowania ważącej 6 kilo i kosztującej 6 tysięcy kulesi.

Cyrograf z Sensorem Sztuki na wypożyczenie dzieła sztuki

Cyrograf z Sensorem Sztuki na wypożyczenie dzieła sztuki

Odwożę ją do domu i pędzę do Zara Home w Arkadii. Potrzebuję jakiś bezpretensjonalny stolik kawowy lub jakąkolwiek inną płaska powierzchnie, na przykład kwadratową konsolę, która będzie pełniła rolę postumentu dla ekscentrycznego dodatku. W duchu przeklinam się za posiadanie zbyt wygórowanych ambicji stylizacyjnych i zaczynam nerwowe buszowanie po sklepie Zary.

Nic się nie nadaje. Kompletnie nic. Tak, jak zwykle udaje mi się coś znaleźć, tak teraz totalna rozpacz i żałość. Od biedy wygrzebuje spod większego stołu cementowy stolik, który przypadkiem widziałam tydzień wcześniej w katalogu Zary Home w internecie. Wtedy wydał mi się paskudny. Na żywo wygląda lepiej, ale to jednak wciąż nie to. Spoglądam na zegarek i idę zrezygnowana do kasy, ciągnąc za sobą wspomniany stolik. Modlę się by na zdjęciach jakoś się obronił wraz z kulką.

DSC_2502

Po pół godzinie jestem w domu. Przestawiam stół i kanapę w jeden kąt pokoju żeby zrobić miejsce w drugim, gdzie ustawię stylizację. Parzę kawę, układam przedmioty na biurku. Włączam muzykę. ‘You gave me heart attack’, śpiewa wokalistka zespołu Asteroids Galaxy Tour. ‘Oj tak, kulesiu. Dałaś mi heart attack’ – myślę ustawiając rzeźbę na cementowym blacie stolika z Zary Home.

DSC_2505

Wyciągam aparat. Robię pierwsze zdjęcie z ręki, jeszcze bez statywu. Trochę trzęsą mi się dłonie. Ten cementowy stolik był jednak cholernie ciężki. Naciskam spust migawki. Oglądam efekt w wizjerze aparatu. Chwila prawdy: Ok, będzie dobrze.

DSC00383

 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s