Review: Adolf Loos „Ornament and crime”

Możecie się ze mnie śmiać, bo i ja sama śmieję się z tego, że najzwyczajniej w świecie mam słabość do starszych mężczyzn. Smutna część tej prawdy jest taka, że najczęściej są oni kompletnie poza moim zasięgiem. Durer, Heidegger, Nitzche, Jan Sebastian Bach. Wszyscy, co do jednego – nieosiągalni!

[Sorry, guys. No English version this time]

Najbardziej jednak rozpaczam za takim jednym. Na imię mu Adolf, a na nazwisko – Loos. Z zawodu architekt, designer oraz teoretyk. Wąs hipsterski, pióro lekkie acz celne. Umysł przenikliwy, analityczny. Dowcip inteligentny, delikatnie skrzący się sarkazmem – jednym słowem ideał. Niestety, zmarł prawie sto lat temu. Szczęściem w nieszczęściu – mam z nim intymny kontakt poprzez eseje, które był uprzejmy dla mnie zostawić.

BeFunky_DSC_0985.jpg

Jest takie bardzo obrazowe anglojęzyczne wyrażenie określające bliskość między dwojgiem ludzi: „Finishing each other sentences”. Ja czuję się tak podczas czytania artykułów Loosa. Jego teksty pierwszy raz przetłumaczone na polski i zgromadzone w tomie wydanym dwa lata temu przez Centrum Architektury, są niewyczerpanym źródłem trafnych, wciąż aktualnych spostrzeżeń natury estetycznej. To, co Loos sądził na temat gustu wiedeńczyków, meblarstwa czy architektury na przełomie wieków XIX i XX, można w zasadzie przepisywać całymi akapitami jako diagnozy współczesności. A przynajmniej krajobrazu dizajnersko-wnętrzarskiego, który obserwuję w Polsce.

Wyobrażam sobie, że gdyby Loos żył, odwiedzałabym go tak, jak interesanci odwiedzali ojca chrzestnego (wariant sycylijski), albo rabina (wariant berdyczowski), który zawsze znał właściwą i praktyczną odpowiedź na nurtujące pytania.

Losie, czego twoim zdaniem należy wystrzegać się podczas dekorowania ściany? – „Sztukateria może zawierać każdy ornament prócz jednego – surowej cegły” („Zasada okrycia”, 1898). Hej, Loos, kupiłam na pchlim targu kryształowy żyrandol. Myślisz, że będzie się dobrze komponował z białym, plastikowym Tupil Chair? – „Bieda to nie wstyd. Nie każdy może przyjść na świat w feudalnej rodowej siedzibie. Ale udawać coś takiego przed bliźnimi jest śmieszne i niemoralne” („Miasto potiomkinowskie”, 1898). Losie, co sądzisz o nowej modzie na złote dodatki do wnętrza? – „Forma przedmiotu powinna być tak trwała, to znaczy tak długo pozostawać akceptowalna, jak długie jest fizyczne trwanie przedmiotu” („Ornament i zbrodnia”, 1910).

Tego typu wymiany zdań mogłyby między nami trwać bez końca.

Loos wierzył, że objęcie rzeczywistości rozumem prowadzi do wewnętrznej harmonii i szczęścia. Wierzył, że krytyka służy poprawie jakości oraz postępowi, a absurd i głupotę należy tępić jako społecznie i moralnie szkodliwe. To szlachetny, pozbawiony ckliwości rodzaj romantyzmu, który zrodziły czasy Freuda.

Wrażliwość Loosa wzrusza mnie nie tylko dlatego, że odnajduję w niej odbicie własnej. Myślę, że to rodzaj odczuwania, który my współcześni moglibyśmy przysposobić sobie z wielką korzyścią. Jeśli nie dlatego by dokonywać lepszych wyborów w morzu designerskiej nadprodukcji, to chociażby po to aby kiedyś, za sto lat z okładem, wydawano o nas książki i pisano eseje. W świecie gdzie gadżet i tymczasowość jest największym fetyszem, taki rodzaj nieśmiertelności byłby prawdziwą ulgą i największym wybawieniem.

Jeszcze dwa słowa o moralności Loosa. Kiedy piszę, że jego wywody miały związek z moralnością, to mam raczej na myśli własną pism jego interpretację. Bo Loos wprost o moralności nie wspomina. Jako człowiek racjonalny i intelektualnie higieniczny, nie wdaje się w duchowe dywagacje tylko stara logicznie dociekać czy to, co widzi ma sens, czy też go nie ma. Jego ocena jest tym pełniejsza, że był praktykiem: sam projektował budynki oraz kompletne wnętrza („pod klucz”, jak byśmy to dziś powiedzieli). I właśnie pewność siebie teoretyka i praktyka w jednej osobie pozwalała mu formułować opinie, które można brać i wklejać jako gotowe aforyzmy do internetowych memów – tylko, że z większym sensem. A w każdym razie, ja mogłabym wykorzystywać je jako własne riposty-instant w codziennej pracy związanej z designem i wnętrzami.

W międzyczasie, jak na porzuconą kochankę przystało, pozostaje mi gromadzenie wspomnień o Adolfie i odwiedzanie miejsc z nim związanych. Moje ulubione, to najbardziej stylowy bar w jakim przyszło mi pić piwo, czyli American Bar w Wiedniu. Jego powierzchnia to zaledwie kilkanaście metrów kwadratowych, ale wcale nie przeszkadza mu to cieszyć się ogromną popularnością. „Swoje” miejsca (z grawerowanymi tabliczkami) mają tu znane osobistości, jak na przykład John Malkovitz. Wnętrze wykonane w całości wedle projektu Loosa, pozostaje niezmienione od chwili otwarcia, to jest roku 1908. Dalej mamy jeszcze dom przy Michael Platz, pierwszy radykalnie pozbawiony ornamentu budynek w całym Wiedniu.

A gdy nie stać mnie na bilet do Austrii, zostaje zawsze przeglądanie albumu Taschena z bogatym zbiorem reprodukcji realizacji Loosa i krótkimi ich opisami. Najbardziej lubię jednak kartkować wspomnianą wyżej antologię esejów pod tytułem „Ornament i zbrodnia” wydaną przez Centrum Architektury. W chłodne, zimowe wieczory parzę sobie ulubioną bawarkę i owinięta w pościel ślizgam się wzrokiem po kolejnych akapitach, które powoli zaczynam już znać na pamięć. „Uwierzcie, i ja byłem kiedyś młody! – pisze Adolf w eseju „Hands off!” z 1917 roku – „Mnie też, gdy jeszcze byłem małym chłopcem, podobały się piękne ornamenty zdobiące nasze sprzęty domowe i upajałem się pojęciem >>rzemiosło artystyczne<<. […] Mnie również ogarniał głęboki smutek, gdy spoglądałem na siebie od góry do dołu – przyglądałem się swojej marynarce, kamizelce, spodniom, butom – i nie mogłem odkryć w nich nic artystycznego. Ani nic z rzemiosła artystycznego, ani ze sztuki użytkowej, ani sztuki rękodzielniczej, w ogóle nic ze sztuki”.

Ach… I love you Loos. You get me!

BeFunky_DSC_0978.jpg

Advertisements

2 responses to “Review: Adolf Loos „Ornament and crime”

  1. Genialne. To co napisalaś i jak napisałaś. Podpisuję się pod tym wszystkimi łapkami. Zmotywowałaś mnie, żebym w końcu zaglądnęła do mojej ostatnjej zdobyczy „B jak Bauhaus” 🙂

    • Dzięki! Ja wciąż sobie nie kupiłam tej pozycji. Szczerze mówiąc ostatnia książka tego autora mi nie podpasowała, więc mam opory przed kolejną 🙂 Daj znać, jak przeczytasz, czy warto!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s