Nisha Talk: Michał Chojecki and his artbook

„Wielkie rewolucje nie rodzą się w kawiarniach, tylko w domach”, pisze przewrotnie Michał Chojecki w swojej książce „Co liczy się naprawdę”. To efekciarstwo, na które może pozwolić sobie osoba samodzielnie projektująca, produkująca, zszywająca i oprawiająca anachroniczny obiekt jakim jest książka artystyczna. Hipsteriada? Lansiarstwo? Nie, raczej kawał porządnej, graficznej i rzemieślniczej roboty. Efektem jest osobisty notatnik. Michał rozlicza się w nim trochę ze sobą, a trochę ze światem widzianym oczami świeżo upieczonego trzydziestolatka. I choć nie zgadzam się ze wszystkim co pisze, to z przyjemnością daję się ponieść tej narracji. Mnie pewnie też przyjdzie się niedługo tak spowiadać: jeśli nie w książce to pewnie przed samą sobą.

[For English scroll down]

p_ok3

 

Ile czasu zajęło Ci stworzenie „Co liczy się naprawdę”?

Praca nad książką trwała równo rok jeśli chodzi o projekt i wykonanie, nie liczę tekstów, które powstały wcześniej. Nakład wynosi 100 egzemplarzy i w chwili obecnej jest to maksimum, jakie jestem w stanie wyprodukować ze względu na złożoność całego procesu. Przede wszystkim książka wydrukowana została ręcznie w technice sitodruku. Każdy kolor w tej technice drukowany jest oczywiście oddzielnie. Czasami na arkuszach dodrukowywałem jeszcze dodatkowe elementy. Łącznie dało to ok 40 klisz na całą książkę, czyli ok. 4000 druków. To musiało potrwać.

Mogę powiedzieć, że druk tej książki to był chrzest bojowy mojej sito-pracowni. W pewnym momencie pojawiły się problemy z naświetlaniem sit i postanowiłem to wykorzystać – zaakceptować błędy i niedociągnięcia, które wychodzą później na odbitce i uznać to za atut. Pod koniec z pełną świadomością nie retuszowałem skaz i brudów akceptując je jako integralny element działania w tej technice. Postanowiłem słabość przekuć w atut i nie uciekać od ręcznego charakteru druku.

Dlaczego Twoja książka nie pachnie?

Po prostu stosuję farby wodne a nie rozpuszczalnikowe. Wiąże się to z konsekwencjami również dla konstrukcji książki. Zdecydowałem się użyć papier o dużej gramaturze, aby nie odkształcał się pod wpływem wilgoci podczas druku większych powierzchni. Zapach może jest słabszy, ale za to potęgują się doznania dotykowe. Farbę na grubym arkuszu czuć fizycznie pod palcami. Na powierzchniach pokrytych rastrami wyczuwalna jest przyjemna chropowatość. Grubość papieru daje też odpowiednie proporcje, blok książki jest gruby i nie da się go szybko przekartkować. Strony należy przekładać jak w albumie.

Po co zdecydowałeś się na sitodruk?

Sitodruk przy odpowiednim podejściu może być techniką przemysłową, ale może być też techniką stricte artystyczną, niemal malarską. Wszystko zależy od nastawienia i charakteru pracy. Podoba mi się ten styk. Inspirują mnie niezaawansowane technologicznie rozwiązania w poligrafii i wynikające z użycia tych technologii konsekwencje na poziomie treści. W przypadku tej książki bardzo istotny jest dialog formy z treścią. Dużo piszę o działaniu na miarę własnych możliwości i w skali odpowiadającej rozumieniu naszego świata. Kluczowa stała się w tym kontekście możliwość ręcznego wytworzenia nakładu książki jako dowód na to, że często prowokacyjne tezy stawiane w tekstach mają sens i szansę realizacji w rzeczywistości.

Na ile pytanie jakie zadajesz w tytule książki miało być uniwersalne?

Pytanie „co liczy się naprawdę?” zadali mi koledzy malarze Tymek Borowski i Paweł Sysiak w momencie, w którym podobnie jak ja odeszli od tradycyjnego malarstwa szukając bardziej adekwatnej formy do nurtujących ich problemów. Dla mnie to był również okres intensywnych zmian w życiu i czas stawiania sobie ważnych pytań. Zwróć uwagę, że w tytule nie ma znaku zapytania. Tam jest raczej stwierdzenie. Ta książka jest w pewnym sensie moim światopoglądowo artystycznym manifestem na ten czas i sposobem przepracowania ważnych pytań.

A skąd pomysł aby tego typu rozważania zawrzeć w formie książki właśnie?

Książka po prostu bardzo mi pasuje jako medium artystyczne. Zwłaszcza ze względu na kilka cech: po pierwsze jest pojemna w treść, można w niej naprawdę wiele zawrzeć, a przez to przestaje być jednorazowym towarem do konsumpcji. Po drugie: jest mała i niepozorna, czyli nie ma z nią tego problemu co z malarstwem, które nieustannie się narzuca i wybór obrazu jest naprawdę poważną, życiową decyzją. Po trzecie: możliwość powielenia i podzielenia się pracą z dużą grupą ludzi, książka jest relatywnie tania i szeroko dostępna. Na koniec: książka w takiej formie, w jakiej je wytwarzam, ciągle zachowuje charakter oryginalnej i autorskiej pracy artysty, jest artefaktem.

Mój czuły stosunek do książek wyniosłem z domu rodzinnego. Zawsze traktowaliśmy je jako coś więcej niż tylko rozrywkę, przedmiot lub narzędzie do zdobywania wiedzy. Ten wyjątkowy status książki napędzał jeszcze kult drugoobiegowej bibuły wydawanej w peerelowskim podziemiu i fakt prowadzenia przez moich rodziców nielegalnej drukarni w latach osiemdziesiątych. Od dziecka miałem więc do czynienia z tytułami wytwarzanymi gdzieś na strychach partyzanckimi metodami. Inspiruje mnie dziś ten wydawniczy imperatyw, zadziwiająca z perspektywy naszych czasów umiejętność samoorganizacji oraz tworzenia przy pomocy najprostszych metod.

p_ok5p_ok1p_ok10p_ok9p_ok14p2_ok2p_ok16

Za gościnę dziękuję kawiarni Stor na warszawskim Powiślu.

 

***

Famous Polish artist Tadeusz Kantor, once said that all the great revolutions start in cafeterias. “Not exactly” – says Michał Chojecki in his book entitled “What values the most” – “They start at home”, he adds. That kind of a cocky self-esteem is natural for a person who spend time and put an effort in writing, designing and self-manufacturing the archaic object that is an art book. Is he showing off? Trying to be a hipster, maybe? For sure: no. The book is a piece of an honest typographical work. The final effect serves as private notebook. Michał tries to be objective about his thoughts and believes and keep a balance in judging the world seen from the perspective of newly established 30-years-old young man. And despite the fact that I do not agree with all he says, I am immediately drown into the book’s narration. There is a chance I will start my own self-examination, soon. Most probably in front of the mirror, not in a book, though.

 

How long it took to create “What values the most”?

The work took me one year exactly, that is to say to design and execute it. The texts were written earlier during a longer period of time. I made one hundred copies of the book and for now that is the biggest amount I am able to produce because of the very exhausting process of the creation. It is hand-made in the silkscreen technique, which requires to print each color separately. Sometimes I was printing some extra elements while working in the studio. One book contains 40 screens so it makes 4000 copies in general. That is a lot of work, and that is why it takes so much time.

I am proud that while working on the book I was able to establish my own silkscreen workshop. Somewhere along the way I had problems with the exposure and I learned to accept the bugs and imperfections. Actually I started to like them! At the end I stopped worrying about retouch at all. It was fun and gave me an interesting effects. Like a private signature.

Why is that your book doesn’t have a smell?    

Oh, well, that is simply because I use water paints, not the solvent ones. The reason for that is not only health-motivated. It affects the construction of the book itself. The pages are bold in order to not deform during the production process. This way, paper absorbs water and paint better. The smell might not be as intensive but the touch effects are paying off. You feel the nice texture and roughness under your fingers. Last but not least it forces you to brows it slowly page by page like it was an album.

But why use a silkscreen technique, at all?

If used properly this technique can be useful in mass production, but to me it is strictly artistic, almost like a painting. It all depends on how you decide to work. I like the freedom behind it. I am very much fascinated by ‘primitive’ techniques and how their characteristics are affecting the narration itself. In my book there is a certain dialog between form and content. I write a lot there about how important it is to relay and hold on to our own work and respect our personal scale that comes along with it. Therefore, the book itself is a manifestation of those statements because I put an effort and succeeded.

Did you want the question in the title to be general and universal?

I was asked this question – ‘what values the most?’ – by my friends, Tymek Borowski and Paweł Sysiak, who are painters. They were struggled with it around the time we all abandoned traditional painting in order to search for more adequate techniques. Adequate to the problems we had back then. To me it was a period of intensive life changes. But keep in mind that the title of the book is not a question, it is a statement. That is because the book captures my artistic and personal point of view. I am certain about the things I was writing about.

And why it was important to embody those things in a form of a book?

I think it was more intuitive. I just feel like a book is a good medium in such occasion. It can hold lots of different contents and still be treated as a whole. That is why it is not one-time-use only. Secondly, it’s rather small and personal, unlike paintings which require constant attention, plus when you decide on buying a painting it is rather a big deal. Thirdly, book is an object you can share with a wider group of people, because it is not that expensive. Last but not least, I really appreciate that fact that this kind of books made are like objects, an original artefacts.

I take my tender approach to books from home. In my family we were always treating books like something more than just an entertainment or a medium to learn new things. All that was highlighted by the fact that my parents had illegal printing house in the 80’. They’ve been quite involved in second circuit of that time. So, by default I was exposed to different kinds of home-made books, from my early childhood. Till this day I feel inspired by the discipline they had and the possibilities of making complete things using only the simplest methods.

 

Big thanks for their hospitality to Stor cafeteria on Powiśle in Warsaw.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s